Chusteczki nawilżane, czyli podejrzane substancje i góra śmieci

Moja znajoma, która jest mamą dwóch wiecznie uciapranych dziewczynek, stwierdziła kiedyś, że wynalazca wilgotnych chusteczek powinnien dostać nagrodę Nobla. Czy aby na pewno? Jasne, że ułatwiają życie – przydają się podczas przewijania, ale najlepiej sprawdzają się na placu zabaw lub w podróży, kiedy trzeba wytrzeć dziecku ulepione od piasku ręce lub uklejoną od jedzenia buzię.

Natknęłam się gdzieś ostatnio na statystyki mówiące, że chusteczki nawilżane są drugim, po pieluchach jednorazowych, najczęściej kupowanym przez rodziców produktem. Kiedy czytam artykuły o ich szkodliwości lub nie, mam wrażenie, że wszyscy skupiają się na takich oczywistościach jak porady dotyczące przemywania skóry małego alergika czy wyższość chusteczek nieperfumowanych nad perfumowanymi itd. Nikt natomiast nie zastanawia się nad tym, ile takich szmatek ląduje w koszach na śmieci. A ilości idą w tony, jeśli każda rodzina, w której jest małe dziecko, zużywa ich przeciętnie 10-15 sztuk dziennie! Szast prast – buziak czysty – chusteczka do kosza.

Kiedy jakiś czas temu uświadomiłam sobie, jak bardzo przyczyniam się do tworzenia tej góry śmieci, najpierw próbowałam przedłużać ich żywot, przepłukujac użytą raz chusteczkę pod bieżącą wodą i susząc na kaloryferze. Mój tok myślenia był niby genialny w swej prostocie: jeśli jedna i ta sama chusteczka zostanie użyta kilka razy, będziemy kupować ich mniej, a więc automatycznie wygenerujemy mniej śmieci.

Co za nonsens! Po pierwsze płukanie takiej chusteczki do skutku wymaga przelania minimum dwóch litrów wody. Podczas takiej operacji w odpływie zlewu lądują resztki substancji, których nie udało się skutecznie wetrzeć dziecku w skórę (co to za substancje – patrz poniżej). Po drugie pod wpływem płukania włókna się rozchodzą, więc materiał traci swoje właściwości, a niektóre chusteczki nawet się targały. I wreszcie, żeby ponownie osiągnąć podobny efekt – a więc wilgotną chusteczkę – trzeba… ją czymś nasączyć, choćby wodą.

À propos nasączania: czytaliście kiedyś skład chusteczek nawilżających, nawet tych przeznaczonych dla niemowląt? Niestety wbrew sugestiom niektórych producentów większość chusteczek nie jest nawilżana żadną wodą, lecz substancjami, wśród których znajduje się mogący wywołać podrażnienia skóry propylene glycol, substancje zapachowe oraz konserwanty, m.in. różnego typu parabeny czy kwas benzoesowy. Oczywiście wszystko w tzw. dopuszczalnym stężeniu. Pytanie tylko, jakie skutki ma ich stosowanie, jeśli delikatna skóra dziecka narażona jest na ich działanie nawet kilkanaście razy dziennie przez kilka lat. Nie wspominając już o tym, jak wiele mam używa nawilżanych chusteczek do wytarcia dziecku ubrudzonych piaskiem dłoni po to, by następnie do tych samych lśniących czystością rączek podać coś do jedzenia. To już chyba lepiej, żeby dziecko jadło prosto z piaskownicy…

No dobrze, to załóżmy, że chcemy zrezygnować ze stosowania chusteczek nawilżanych, żeby nie aplikować dziecku na skórę podejrzanych substancji i ograniczyć ilość generowanych śmieci. Sprawa jest prosta – trzeba tylko trochę zmienić przyzwyczajenia i zaopatrzyć się w tetrowe szmatki lub po prostu chusteczki wielorazowe, takie jakimi wszyscy wycierali zasmarkane nosy, zanim nastała era pakowanych po 10 sztuk chusteczek higienicznych.

Najłatwiej jest w domu – brudne ręce i buzię można umyć nad umywalką, a w przypadku mniejszych dzieci przemyć właśnie tetrową szmatką zwilżoną pod bieżącą wodą. Natomiast podczas przewijania po prostu postawić sobie obok małe wiaderko z wodą i… słoiczek oleju kokosowego (działa nawilżająco i antybakteryjnie). Na placu zabaw i podczas podróży też się da – wystarczy pamiętać o zabraniu ze sobą szmatek lub chusteczek do nosa z materiału i małej buteleczki z wodą (latem i tak warto ją zawsze mieć przy sobie).

W internecie można też natknąć się na przepisy na chusteczki nawilżane domowej roboty, które transportuje się w małym pudełku lub nieprzemakalnym woreczku. Na przykład taki, gdzie tetrowe szmatki nawilża się miksturą z wody, oliwy z oliwek, sody oczyszczonej, olejku lawendowego i olejku z drzewa herbacianego (instrukcja wykonania tutaj). Ponieważ w recepturze tej niezbyt pasuje mi soda oczyszczona, wolę nasączać szmatki mieszanką przegotowanej wody i oleju kokosowego – proporcje mniej więcej łyżeczka oleju na szklankę wody.

U nas w domu po dwóch latach codziennego stosowania chusteczki nawilżające udało się wyeliminować. Wam też polecam – skóra dziecka i środowisko naturalne będą Wam wdzięczne. A! no i jeszcze biorąc pod uwagę ceny i zużycie chusteczek nawilżających, szczególnie w pierwszym roku życia dziecka – Wasz portfel także Wam podziękuje.