Do skreślenia z listy zakupów: płyn do płukania tkanin

plyn_do_plukania_tkanin

Kiedy kilka lat temu podczas rozmowy o rzeczach, na które niepotrzebnie wydajemy pieniądze, znajomy wymienił płyn do płukania tkanin, pomyślałam w duchu: „Co pięćdziesięcioletni mężczyzna może wiedzieć o praniu?!” (tak, tak – gender i różnica pokoleniowa w jednym). Twierdził on, że płyny produkowane są z odpadów po produkcji innych środków chemicznych, a koncerny sprytnie na nich zarabiają, wmawiając nam, że miękkość, świeżość i w ogóle.

Ponieważ kilka tygodni wcześniej przeprowadziłam się za granicę, byłam wtedy jeszcze na etapie odkrywania nowych marek, także w dziedzinie gospodarstwa domowego. Zostałam nawet prawie-wierną-fanką płynu do płukania, co do którego byłam święcie przekonana, że jest o niebo lepszy niż jakikolwiek produkt dostępny w Polsce (podobieństwo logo Vernel i Silan jakoś mi wtedy umknęło…). Potem przerzuciłam się na produkty ekologicznej marki Frosch, aż wreszcie któregoś dnia po prostu zapomniałam kupić płyn do płukania i… od tamtej pory nie dam się skusić żadnej fantazyjnej kompozycji zapachowej.

Bo po pierwsze pranie beż użycia płynu do płukania wcale nie jest szorstkie, choć tu, gdzie mieszkam, woda jest naprawdę twarda. Po drugie i tak pachnie świeżo, co jest wynikiem stosowania proszku do prania (ja używam tego, tylko w tekturowym opakowaniu). I wreszcie po trzecie: poczytałam sobie nieco o szkodliwości superpachnących dodatków do prania i definitywnie skreślam je z listy zakupów.

Otóż amatorzy płynów do płukania oczekują, że ubrania będą długo i ładnie pachnieć. Żeby spełnić te wymagania, koncerny dodają do produktów sztucznych substancji zapachowych w dużym stężeniu. Jeśli wierzyć reklamie, istnieją nawet płyny zawierające mikrokapsułki, które „instalują się” pomiędzy włóknami podczas płukania, dzięki czemu zapach uwalniany jest stopniowo podczas noszenia ubrania.

W jednym ze spotów reklamowych mama przytula małe dziecko,
a głos z offu twierdzi, że cudowny zapach uwalniający się z ubrań
to „jeszcze jeden powód do przytulania”.

Czy aby na pewno delikatna skóra dziecka powinna wchodzić w jakikolwiek kontakt z mieszanką takich substancji chemicznych, jak np. formaldehyd, terpineol, octan benzylu czy alkohol benzylowy? Szczególne zagrożenie stanowi tu formaldehyd, który jest toksyczny i może wywołać wysypkę czy być przyczyną chorób układu oddechowego i nerwowego. Na szkodliwe substancje narażeni jesteśmy już podczas prania: jak wykazały badania, wydostają się one z otworów wentylacyjnych pracującej pralki lub suszarki.

Długotrwałe stosowanie płynu do płukania tkanin może prowadzić do takich reakcji jak mdłości, wymioty, astma, choroby wątroby i nerek czy nawet nowotwory. Jak dla mnie – za wysoka cena za miękkość i świeżość.

Płyn do płukania tkanin szkodzi nie tylko zdrowiu, ale także portfelowi. Bo – ale tak z ręką na sercu – czy nie zdarza Wam się wlać trochę więcej, niż zaleca producent? Tak żeby ręcznik bardziej pachniał różami. Raz, drugi, trzeci… i w butelce widać dno, więc trzeba kupić kolejne opakowanie. No właśnie: opakowanie. Oczywiście plastikowe, które nie zawsze ląduje we właściwym kontenerze na śmieci…

Po kilku już miesiącach niestosowania płynu do płukania tkanin jestem ostatecznie przekonana, że miękkość i świeżość to pojęcia względne, które producenci osadzają dodatkowo w kontekscie romantyczno-rodzinnym. Tylko przyjrzyjcie się spotom reklamowym: „To takie proste: wypłucz pranie w naszym płynie, a życie nabierze nowego sensu, mąż podczas porannego spaceru po wiosennej łące znów się w tobie zakocha, a czyściutkie dzieci będą się do was beztrosko tulić”. Zachęcam więc do rezygnacji z tego zbędnego wydatku – generatora śmieci i alergii. Niektórzy twierdzą, że jeśli nie zastosują płynu do płukania tkanin, ich ubrania się elektryzują. Jeśli tak, to czas przyjrzeć się dokładniej metkom. Ale to temat na osobny wpis.

7 thoughts on “Do skreślenia z listy zakupów: płyn do płukania tkanin

  1. Dziękuję za wpis poruszający ciekawy temat. W tekście wspominasz o badaniach, które wykazały szkodliwość płynów do płukania. Proszę o podanie źródła z którego zaczerpnęłaś takie informacje. W czasach chaosu informacyjnego staram się mocno weryfikować to co czytam by nie powielać plotek i mitów. Warto byś w swoich wpisach wprowadziła taki zwyczaj bo na pewno wielu czytelników oczekuje takich informacji.
    Pozdrawiam i zabieram się do dalszej lektury zainspirowany usłyszanym w Trójce reportażem. 🙂

  2. Może zależy jakiego proszku do prania się używa, bo pamiętam jak jakiś czas nie kupowałam płynu do płukania bo zawsze „mi się zapominało” kupić i po jakimś czasie pranie się stawało coraz bardziej szorstkie i sztywne.

  3. Od jakiegoś czasu również nie używam płynów do płukania, myślę, że to strata pieniędzy. Poza tym skóra moja i moich domowników się poprawiła. A jeśli chodzi o ubrania nie widzę żadnej różnicy.

  4. Szukam właśnie informacji nt. płynów do płukania, bo natknęłam się na produkt pod tytułem listki do prania… Kolejna nowość a że również należę do osób jak Rafał mocno weryfikujących pozyskane w necie informacje, chcę wiedzieć czy aby na pewno płyny nam szkodzą. Producent listków Smart ecowash twierdzi że tak, co więcej twirdzi że piorąc w listkach pranie jest miękkie bez płynu! Czytam o płynach i zaczynam w nie wątpić, więc może te listki będą rozwiązaniem…. zna ktoś??

  5. Mam bardzo wrażliwy nos i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy zamiast kupić sobie butelkę dobrych perfum raz na 2 lata, wydają te same pieniądze na ten sztuczny smród w środkach zapachowych do prania/płukania. Wytrzymać przy nich nie można. Nie raz od samego zapachu proszków zdarzało mi się wyjść z pomieszczenia gdzie byli inni ludzie wyperfumowani tymi cudami. W windzie potem wiadomo, który sąsiad/sąsiadka jechała. A matki małych dzieci, to już zupełnie tracą głowę przy reklamach. Zapachy, konserwanty i barwniki to najbardziej uczulające rzeczy. Pracowałam w firmie pakującej kosmetyki i środki czystości różnych producentów. Ludzie na produkcji mieli ręce poparzone tymi cudownie nawilżającymi środkami (taaak, kremami też). Paznokcie im schodziły! Tak samo cudowne były produkty z niższej jak i wyższej półki polskich czy zagranicznych producentów. MASAKRA. Od tego czasu u mnie w domy prosta chemia: dla malucha: żel i szampon bezzapachowe dla dzieci, mydło do rąk firmy biały jeleń, proszki tylko dla niemowląt alergicznych, do naczyń bezzapachowe płyny, a do sprzątania Frosh, i ocet i soda (dostaniecie po pół kilo w Rossmanie). A do ust ochronnie tylko lanolina (ta do smarowania pogryzionych przez dzieciaki sutków :). Jeśli chodzi o pot, to jemy zdrowo (mało mięsa) więc nie śmierdzimy. Ciuchy też naturalne. Dezodorant tylko wyjątkowo. Jest woda i mydło-umyć się można. Acha, do prania jak brud jest niewiadomego pochodzenia dodaję ok. 1/2 butelki octu albo sody. Działa. Fajna stronka, może da ludziom trochę do myślenia. Opakowania plastikowe, to kolejny koszmar. Ale większość ludzi ma to w d… :((( Ludzie z roku na rok coraz bardziej głupieją i się rozleniwiają, nie chcą działać, aktywizować się. I niestety jest to charakterystyczne dla Polaków. Studiowałam w UK i tam ludzie są bardzo aktywni. A my… ech, nikogo nie obchodzi, że przedszkola w miastach są największymi „używaczami” jednorazowych kubków. Matki głupie mówią: „a co mi tam, jednorazowy kubek przynajmniej jest czysty, a nie niedomyty”. No ręce opadają :(((

  6. Polecam domowy płyn do prania zrobiony np z mieszanki octu,sody,dowolnego olejku eterycznego.
    Tanio,ekologicznie,zdrowo i pachnąco:)

  7. Plyny do płukania przydają się przy praniu swetrów, które po praniu w zmiękczaczu sie nie elektryzuja, tak samo koce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *