Herbata sypana, czyli co wsypuję, a czego nie wyrzucam

Kiedyś byłam ogromną fanką herbaty z żółtą etykietką. Co rusz próbowałam nowych smaków, a te, których z jakichś powodów nie mogłam kupić w Niemczech, zwoziłam całymi pudłami z Polski jako pamiątki z pobytu w ojczyźnie. Potem obejrzałam film poddający w wątpliwość certyfikat, którym chwali się producent, a który ma gwarantować, że słynna herbata jest produkowana „w pełni zrównoważony sposób”. Poza tym wiele smaków pakowanych jest w torebki, które wykonane są po prostu z plastiku, a w dodatku zawierają dodatki określane enigmatycznie jako „aromaty”.

Zniechęcona faktem, że nie wiem, co właściwie moczy się w moim kubku, przerzuciłam się na ekspresówki marki Lebensbaum, ale coś nadal mi nie grało…

A mianowicie:

  • tekturowe opakowania herbaty owinięte są jeszcze dodatkowo folią, która oczywiście zaraz ląduje w koszu,
  • nie wiem, po co stosują tę owijkę, jeśli każda torebka jest osobno zapakowana w folię – podwójna ochrona przed wywietrzeniem? bez przesady…
  • na folijkach, w które zapakowane są torebki, jest co prawa napisane, że są one biodegradowalne, ale i tak uważam, że jest to po prostu zbędny śmieć.

Poszukiwania trwały…

Ponieważ herbaty od Lebensbaum mi naprawdę smakują, zaopatrzyłam się w najprostszy zaparzacz do herbaty (podobny jak ten tutaj) i zaczęłam kupować herbaty sypane: czarną earl grey i zieloną jaśminową.

Od razu stwierdziłam, że picie herbaty sypanej ma same zalety: wiem, co wsypuję do zaparzacza oraz co wrzucam – a raczej czego nie wrzucam – do kosza na śmieci. Żadnych zbędnych folijek, torebek, nitek i papierków z logo producenta.

Ale to nie koniec ulepszeń: niedawno w mojej okolicy odkryłam sklep, w którym sprzedają herbatę sypaną na wagę, również taką z certyfikatami bio & fair. Dlaczego dopiero teraz go w ogóle zauważyłam? Bo jest nieco ukryty za czteropiętrową galerią handlową i nie uwodzi zapachem, kiedy się obok niego przechodzi – tak, tak: zdecydowanie odradzam kupowanie herbaty w herbaciarniach, które czuć na kilometr!

No więc kolejny krok to wybranie się do tego sklepu z własną puszką i poproszenie sprzedawczyni o wsypanie mi do niej herbaty. W torebce jaśminowej powoli świta dno, więc niedługo…

1 thought on “Herbata sypana, czyli co wsypuję, a czego nie wyrzucam

  1. Ja mam taki problem z rooibosem – torebeczka rooibosa zapakowana jest w folie, następnie w pudełko, które ponownie jest zapakowane w folie! Nie widziałam jeszcze rooibosa sypanego niestety :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *