Parzący problem: kawa na wynos

kawa_na_wynos_greenspiracje

Przyznam się, że zanim zaczęłam pisać ten tekst, musiałam się nieco doinformować w kwestii aktualnych trendów. Mianowicie nie wiedziałam, czy w Polsce, podobnie jak tu, gdzie mieszkam, też panuje już moda na picie kawy na wynos po drodze np. do pracy. Takiej w papierowych kubkach z plastikowymi pokrywkami i mieszadełkami. Na nieszczęście kilkoro facebookowych znajomych szybko potwierdziło, że Polacy jak najbardziej nadążają za Europą…

Niestety nie znalazłam najnowszych danych dotyczących Polski, dlatego parę liczb, które poniżej przytaczam, to dane niemieckie – jeśli przełożyć je na Polskę, dzieląc z grubsza przez dwa (proporcjonalnie wg liczby mieszkańców), to i tak oddają beznadziejność tego zjawiska.

No to zaczynamy wyliczankę:

  • otóż co godzinę w niemieckich śmietnikach ląduje… 320 tysięcy jednorazowych kubków,
  • w samym na przykład Berlinie smakosze wyrzucają rocznie ponad 2 tony odpadów pozostałych po wypitej na szybko kawie,
  • aby wyprodukować ich roczny zapas, trzeba ściąć 43 tysiące drzew i wyprodukować 11 ton tworzyw sztucznych,
  • produkcja jednego tylko kubka wymaga zużycia pół litra wody – czyli 2 razy więcej niż potrzeba do zaparzenia w nim kawy,
  • wreszcie ponieważ kubki są od wewnątrz pokrywane folią, nie da się ich poddać recyklingowi – są więc po prostu spalane.

Kogo niezbyt obchodzą względy ekologiczne, ten może da się przekonać argumentom zdrowotnym: choćby takim, że warstwa folii pokrywająca jednorazowe kubki od wewnątrz zwykle zawiera szkodliwe dla zdrowia środki zmiękczające (tzw. plastyfikatory), a pokrywki są przeważnie wykonane z polistyrenu, który może ukrywać substancje powodujące problemy z układem hormonalnym (np. niepłodność).

Poza tym tak szczerze: czy kawa z takiego kubka naprawdę jest smaczna? Zimna już po kilku minutach, bez aromatu i zalatująca papierem? A może wcale nie chodzi o smak, tylko o lans? Jeśli tak – to przepraszam…

Codziennie rano na „mojej” stacji metra obserwuję kilkunastoosobową kolejkę ustawiającą się do małej budki z kawą i kanapkami. Ponieważ boczne ściany są przeźroczyste, można sobie dokładnie obejrzeć cały proces parzenia – właściwie bez zarzutu: używają porządnego ekspresu ciśnieniowego ze spieniaczem mleka, a kawa jest nawet podobno fair trade. Zawsze jednak myślałam, że w takich miejscach obsługujący podstawia pod ekspres od razu papierowy kubek. A tu, jak się okazuje, we wspomnianej budce używa się najpierw nieco większego metalowego garnuszka i dopiero na końcu przelewa z niego kawę do jednorazowego kubka.  Czyli nic nie stoi na przeszkodzie, żeby klient przyszedł z własnym kubkiem termicznym. Nawet niemiecki sanepid nie miałby się w takim wypadku do czego doczepić.

Co przemawia za rezygnacją z papierowych kubków na rzecz wielorazowego kubka termicznego? Między innymi to, że przeciętny kubek termiczny trzyma temperaturę nawet przez 1,5 godziny. Jest szczelny, więc nie ma niebezpieczeństwa oparzenia siebie lub kogoś kawą podczas wsiadania do zatłoczonego autobusu. Poza tym – patrz wyżej: nie ląduje w koszu po 15 minutach i nie truje jakimiś zmiękczaczami.

Jedna z niemieckich organizacji ekologicznych próbowała wpłynąć na decydentów, żeby wprowadzili prawo, zgodnie z którym 20 centów ze sprzedaży każdego kubka kawy przeznaczane było na działania proekologiczne. Pozytywnego odzewu nie było, stanęło więc na razie na kampanii promującej używanie kubków wielorazowych. Eksperci twierdzą jednak, że same apele do rozsądku konsumentów nie wystarczą i trzeba będzie niestety zastosować rozwiązanie „dające po kieszeni”. Niekoniecznie od razu w sensie negatywnym – jeden z pomysłów to wprowadzenie wielorazowych kubków obciążonych kaucją zwrotną.

Tymczasem szukając polskich danych o kawie na wynos, trafiłam na poradnikowy tekst o tym, iż codzienne jej picie jest na dłuższą metę bardzo drogie – lepiej kupić sobie ekspres na kapsułki za kilkaset złotych i parzyć poranną kawę w domu. Hmm… Spodziewajcie się niedługo nowego tekstu na ten temat.

4 thoughts on “Parzący problem: kawa na wynos

  1. A może żeby zachęcić innych do takiego rozwiązania przygotowałabyś jakieś zestawienie ładnych kubków termicznych? Takie działanie na estetykę pewnie bardziej przyniesie skutek niż odwoływanie się do ekologii (też nad tym ubolewam)

  2. Muszę przyznać, że ja też kupuję kawę w papierowym kubku jeśli akurat nie zdążę wypić w domu, w Polsce jeszcze mi się chciało śmigać z kubkiem termicznym albo jakimkolwiek w ogóle, ale… się zapomniałam. I mi aż głupio, bo to jest strasznie bez sensu kupować kawę w papierowym kubku. W ogóle na wynos też jest bez sensu, bo kawa z kawiarni ma urok w kawiarni, a na drogę do pracy można sobie kawę zrobić w domu.

  3. A ja mam kubek termiczny, a kawę sobie robię w ekspresie ciśnieniowym nie na kapsułki. I jest Wszystko tip top. Uwielbiam swój kubek. Już delikatnie przetrącony, ale dalej skuteczny, a papierowe kubki się rozpuszczają i przeciekają…

  4. Poruszyłaś bardzo ciekawy wątek, czyli picie kawy w papierowym kubku dla czegoś innego, niż picie samej kawy. Znam to z obserwacji w moim środowisku pracy. Kawa ze ‚zwykłego białego z kuchni’ jest pośledniejsza od tej z pobliskiej modnej kawiarni w plastikowym kubku z papierową otoczką. Niby taka ‚no-name’ i ‚no-logo’, ale wymownie mówiąca o tym, skąd jest i że jest lepsza od tej dla ogółu. I niestety, najczęściej korzystają z niej odwiedzający nas pracownicy z zagranicznych oddziałów. Niestety, bo to niby Zachód ma przynieść nam dobry przykład w dziedzinie ekologii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *